środa, 6 maja 2015

Najlepszy plan to jego brak
6.5.15

Najlepszy plan to jego brak

Bartek by chciał mieć, ale nie ma czasu go napisać, a Laura jest zbyt leniwa.
Pierwotna koncepcja zakładała, że mieliśmy poruszać się dostępnymi środkami transportu mniej lub bardziej publicznego.

Jak to zwykle bywa zaczęło się od przyjęcia pod rozwagę czegoś totalnie absurdalnego. Może by tak na motocyklach? Ale na jednym? Zamęczymy się.

Na początku 2014 roku Laura zaczęła robić prawo jazdy kat. A i B. Założony cel był taki, żeby zdobyć prawko do wyjazdu.
Potem przewijały się liczne internetowe inspiracje, które utwierdzały nas w przekonaniu, że wyjazd na moto to będzie to. Na jesieni 2014 było już pewne, że chcemy jechać na motocyklach. To dopiero będzie prawdziwa wolność.

Mamy maj 2015. Prawko jest już w kieszeni, drugi motocykl w garażu. Chcieć, to móc.

Ruszamy w pierwszych dniach czerwca.
Wiemy mniej więcej, w którą stronę jedziemy. I dokąd nie chcemy dotrzeć. A potem się zobaczy.
.
Kierunek? Wschód, a w zasadzie południowy-wschód. Chcemy dotrzeć na Kaukaz przez Bałkany i Turcję. Z oczywistych przyczyn nie jedziemy przez Ukrainę. Z Kaukazu wyskoczymy na chwilę do Iranu. Potem przeprawimy się przez Morze Kaspijskie i zwiedzimy Stany, te azjatyckie. Na Kirgistanie dotychczasowy pomysł się kończy. Przejazd przez Chiny na własnym motocyklu, jest praktycznie niemożliwy. W Rosji będzie już zbyt zimno.
Co z robimy z motocyklami to kwestia otwarta, ale pomysłów nie brakuje.

A dalej?
Azja Pd.-Wsch., Australia, Nowa Zelandia i Ameryka Południowa. Wystarczy.

Indie ominiemy, w grę wchodzi jedynie tranzyt do Nepalu. Dlaczego nie Indie? Laura pewnie napisze kiedyś o tym więcej.
Z planu wypadły też USA, to nie jest kraj na ten moment naszego życia.