wtorek, 15 września 2015

Ile kosztuje uzbecka gościnność?
15.9.15

Ile kosztuje uzbecka gościnność?

Przekroczyliśmy granicę dość późno, było już ciemno. Jeszcze zaczepili nas policjanci, zaraz za przejściem, a ich ziomki chciały nam wcisnąć ubezpieczenie na motocykle. Od razu też pojawił się cinkciarz, u którego wymieniamy trochę waluty. Krępujemy się tak przy policji, w końcu to nielegalne, ale nikt się nie przejmuje. Dowiadujemy się przy okazji, że 6 km stąd jest hotel. Za bardzo nie mamy wyboru, więc jedziemy. Budynek wygląda dość okazale, wystraszyliśmy się że jest poza naszym budżetem. Cena jest przystępna, idziemy zatem oglądać pokoje. Skoro hol taki wypasiony (marmry i wielki żyrandol) to jak będą wyglądały pokoje? Cóż...mają dodatkowych lokatorów w postaci karaluchów. Pani, która na oprowadzała nie okazywała żadnego zażenowania. "Wot, karakany!". My poprosimy pokoje bez karaluchów. Jednego zniosę, ale dziesięć plus niezidentyfikowane towarzystwo to jednak za wiele. Dostajemy w końcu pokoje bez robali. Ktoś w tym hotelu dawno nie sprzątał, wszystko jest pokryte chyba roczną warstwą brudu. Szybko spać i szybko odjechać :)


 Droga do Samarkandy jest zaskakująca. Cały czas dwa pasy, asfalt wszędzie. Kto by pomyślał. 
Włóczylinki docierają pierwsi i znajdują nocleg w sympatycznym guesthousie niedaleko starego miasta. Po przeczytaniu całych internetów i chwili odpoczynku idziemy na rozpoznanie terenu. Najbliżej mamy do Registanu. Warto wybrać się tam właśnie wieczorem. Na tle murów odbywa się bowiem świetlne przedstawienie. Przed jego rozpoczęciem policjanci "oczyszczają" plac i wyganiają wszystkich sprzed Registanu. Punkt widokowy zostaje ogrodzony taśmą, i dopiero po przejściu policyjnej kontroli (sprawdzili nasze plecaki), zostaliśmy dopuszczeni do oglądania.
Dłuższe zwiedzanie zaplanowaliśmy sobie na kolejny dzień. Pospalibyśmy dłużej niż do 8:30, ale na hasło "śniadanie do 9" zerwałam się z łóżka jak poparzona. Nie można pozwolić by śniadanie przepadło! W końcu zapłacone! 

Nie jesteśmy wielbicielami zabytków, ale czasem decydujemy się na opłacenie wejścia do muzeum. Padło na Registan właśnie. Tzw. "must see".
Z perskiego oznacza to "piaszczyste miejsce". Plac otoczony jest z trzech stron medresami (szkoły, w której uczono Koranu). Od strony zachodniej medresa Ulug Beda z XV wieku,od strony wschodniej Sher Dor z XVII, a od północy medresa Tilya Kori ( "Pokryta Złotem"; nazwa nawiązuje do misternych zdobień wnętrza budynku). 


Sam plac był prawdopodobnie bazarem. Medresy uległy uszkodzeniom w skutek wielu trzęsień ziemi. Ale Sowieci włożyli sporo wysiłku w ich odrestaurowanie. Kolejne atrakcje Samarkandy oglądamy już z zewnątrz. Same meczety i mauzolea. "No nuda" ;) Miasto jest nadspodziewanie czyste, bez przerwy widać służby miejskie zbierające śmieci czy dbające o trawniki. Władze przeplanowały miasto, by ukryć brzydotę za murami. A najważniejsze zabytki są odnowione i pięknie zadbane. 

Mnie urzekł bazar. Oczywiście można na nim kupić wszystko. Kupujemy więc kiszone ogórki! Smakują tak samo jak te w Polsce, niesamowite. Uzbecy mają fascynujący sposób eksponowania towaru. Cytryny, pomidory czy orzechy są poukładane w równiutkie piramidy. Czyżby to był jakiś dekret rządowy?



Tak nam się spodobało, że postanowiliśmy zostać trzy noce, na Bucharę nie starczyło nam sił.  
Po kolejnych 300km po uzbeckich dwupasmówkach i jesteśmy w Taszkencie. Po drodze tylko dwie kontrole policyjne, w stylu "otkuda - kuda - turisty?".

W Taszkencie widać już dyktaturę. Centrum miasta jest lśniące i czyściutkie. Trawniki wypielęgnowane i zadbane. Ale w parkach nie ma wiele ławek, nikt nie spaceruje, nie odpoczywa. Całkiem pusto. Jakby wszyscy wiedzieli, że ta przestrzeń nie jest dla ludzi. Przy każdym pomniku policjant, czasem z psem. Przy wejściu do metra również.  Trzeba pokazać plecak, sprawdzają paszport, pytają czy turyści (nie, szpiedzy-czasem mam ochotę odpowiedzieć). W Uzbekistanie naprawdę czuć co to znaczy kontrola państwa. 



Z Taszkentu pojechaliśmy w stronę doliny fergańskiej i dalej granicy. Po drodze ze trzy razy zatrzymywali nas policjanci na check pointach, spisywali do zeszytu nasze dane (po co?), bardzo to było irytujące. I było zimno! Po raz pierwszy od początku podróży, było mi zimno! Padał deszcz i wiał wiatr. Niezbyt sprzyjające warunki podróży. Pokonaliśmy przełęcz na 2400 m n.p.m., miał być widok z lewej na Tienszan, z prawej na Pamir. Nie było, tylko chmury i smog. Nocleg chcieliśmy zaleźć w Ferganie. Kilkanaście km przed Bartka motocykl zaczął strajkować, zatrzymaliśmy się na chwilę, żeby zdecydować co dalej.  Po chwili podszedł do nas Uzbek i zaczął standardowo "otkuda". Jak już zagaduje to pytamy o hotel i paliwo. Oba tematy są problematyczne. Proponuje nocleg u siebie, zapewniając, że nie weźmie żadnych pieniędzy. W sumie czemu nie... Będzie okazja zobaczyć jak się żyje w Uzbekistanie. Nasz gospodarz pracuje w Rosji, buduje drewniane domy. Wieczorem bardzo nalegał, żebyśmy pojechali na wycieczkę do miasta. Co prawda było już ciemno i padało, no ale skoro jemu tak bardzo zależy. Rano dowiedzieliśmy się dlaczego. Zażyczył sobie za wieczorne zwiedzanie 50 USD. Wot uzbecka gościnność. Zrobiło się nieprzyjemnie... A wieczorem jeszcze opowiadał, jak to trzeba sobie pomagać, bo dobro do ciebie wraca i takie tam. Bartek dał mu koniec końców 30 dolarów. Ale niesmak pozostał. Chcieliśmy jak najszybciej się stamtąd wydostać. Niestety motocykl Bartka dalej się buntował. Ruszył dopiero z pomocą lokalnego mechanika (brata naszego gospodarza) i jego kompresora. Naszemu "przewodnikowi" chyba zrobiło się głupio i oddał mi 10 dolarów. Dziwna sytuacja.
Gdyby uczciwie od razu przyznał, że nas przenocuje ale chce np. 20 dolarów, to byśmy się zgodzili bez problemu. Ale takie stawianie sprawy było dla nas bardzo niezręczne. 

Droga do granicy z Kirgistanem dłużyła mi się niemiłosiernie, znaki pokazywały 80km, co w praktyce wyniosło ze 120. Znowu zatrzymywały nas patrole, spisywały do zeszytu. W jednym musieliśmy zdjąć bagaże i dać je przeskanować rentgenem. Na granicy interesowali się nami bardziej niż przy wjeździe. Oczywiście pielgrzymka z okienka do okienka, ksero paszportu ( sami nie mogą zrobić?) i dowodu rejestracyjnego. Przeglądali pobieżnie bagaż, popukali w kanistry, sprawdzali czy w kaskach nie przemycamy, nie wiem czego. Ale i tak nie  było źle. Poszło w miarę szybko i sprawnie. I przeturlaliśmy się do Kirgistanu.

Uzbekistan - (k)raj

Republika Uzbekistanu ogłosiła niepodległość 1 września 1991 roku. Od tamtej pory krajem rządzi Karimov. Mimo, że konstytucja Uzbekistanu zawiera twierdzenia o demokracji i przestrzeganiu praw człowieka, nie jest to kraj wolności słowa. Międzynarodowe organizacje broniące praw człowieka zarzucają władzom wiele naruszeń wolności : słowa, religii czy prasy. Prezydent dość brutalnie pacyfikuje swoich przeciwników poprzez aresztowania czy zastraszanie.
O Uzbekistanie zrobiło sie głośno w zachodnich mediach za sprawą masakry w Andijanie. W 2005 roku władze otworzyły ogień do protestujących. Są trzy teorie co do zamieszek. Jedna z nich (rządowa), głosi iż byli to islamscy radykałowie,którzy zajęli rządowe budynki. Wojsko otworzyło ogień w obronie kraju. Druga teoria sugeruje, że była to po pacyfikacja protestujących i demonstracja siły reżimu. Ostatnia sugeruje, że były to wewnętrzne walki między klanami uzbeckimi. Po tych wydarzeniach Zachód "wyraził oburzenie", a sam Uzbekistan zaczął spoglądać w stronę Rosji.
Uzbekistan to dziwny kraj. Niby jest w nim wszystko w porządku, ale coś nie pasuje do całości układanki. Jest czysto, aż momentami przesadnie. Wiele ulic jest odnowionych, sporo nowych budynków. Drogi (przynajmniej te którymi jechaliśmy) są dwupasmowe, wyasfaltowane. Jednocześnie jest jakoś...pusto. Nowocześnie, ale na pokaz. Bardzo trudno to uchwycić i opisać.
Wszechobecna policja wcale nie wzmacniała  mojego poczucia bezpieczeństwa. Odbieram to jako kontrolę. Byli nastawieni na sprawdzanie, legitymowanie, notowanie.
W Samarkandzie nie dawało się tego tak odczuć, ale już w Taszkencie - pełna kontrola. Wchodzisz do metra - sprawdzają bagaż i paszport. Policja na każdym większym placu, często z psem. pilnują chyba trawników i pomników. Zakaz fotografowania. Ciężko to zrozumieć, teraz wszystko jest przecież na Google Maps. Czego oni tak pilnują?
Do tego dziwna organizacja przestrzeni. Dużo zieleni, piękne parki, ale nie ma jak z nich korzystać. Albo celowo albo przypadkowo zapomnieli postawić ławki. 
Ale można też iść do fryzjera: