środa, 18 listopada 2015

Civil behaviour
18.11.15

Civil behaviour

Dla „białego” człowieka to może być trudne doświadczenie. Jest to kraj tak inny, od wszystkich które odwiedziłam, że nie potrafię znaleźć właściwych słów, żeby go opisać. Jest olbrzymia różnica kulturowa, i bariera językowa. Nie znając chińskiego, trudno tak naprawdę polubić Chiny. Człowiek czuje się zagubiony. Brzmienie języka dziwne, do niczego niepodobne. Alfabet też jakiś taki skomplikowany. Otaczają same dziwne znaczki i niezrozumiałe napisy.



Nawet w Iranie nie czułam się tak wyobcowana. Nikt nie mówi po angielsku, współrzędne GPS nie pasują do lokalizacji, GoogleMaps nie działa. Nic tylko siąść i płakać. No i ludzie, wszędzie ludzie. Dziesiątki, setki, tysiące, miliony. Wychodzą z autobusu, pociągu, metra, przejścia podziemnego. Trąbią, krzyczą (do siebie czy na siebie?), wprowadzają okropny harmider i hałasują. Do tego maja trochę inne podejście do kultury. Charczą (ohyda), plują i smarkają na ulicę, śmierdzą czosnkiem, bekają i mlaszczą. 
Wiem, że oceniam przez pryzmat zachodniej kultury i tego co u „nas” uznaje się za właściwe. Ale tak to po prostu widzę.

Turystyka jest tez tutaj zorganizowana specyficznie. Jak to ujęła koleżanka, Chińczycy robią wszystko przesadnie albo nie robią nic. Wszystkie „topowe” miejsca są zorganizowane i obiletowane. Można dojechać autem czy autobusem. Bilety wstępu mają jakieś abstrakcyjne ceny. Jeśli ktoś myśli, że Chiny są tanie to jest w błędzie. 120 zł za bilet do parku narodowego czy 25 zł za zwiedzanie murów „starego miasta” (oczywiście nowo wybudowanego) to jest przesada. Ale Chińczycy zwiedzają swój kraj na potęgę, są wszędzie. Państwo umila im zwiedzanie remontując zabytki. Czyli wyburz stare budynki, stawiając takie same na ich miejsce. Wyburzają całe kwartały starego miasta, ale tam mieszkają przecież ludzie. Dokąd ich przenoszą? Co z tradycją i kulturą? Czy taki Chińczyk wie, że to nie jest prawdziwe? Czy w ogóle go to interesuje?

Nowy mur nowego starego miasta - Songpan

Tempo rozwoju Chin może imponować. Co prawda, dostają teraz zadyszki i kryzys zbliża się do nich wielkimi krokami. Nie widać tego jednak po kraju. To nadal wielki plac budowy. Jak coś robią to z rozmachem. Wszędzie stawia się nowe wieżowce, osiedla mieszkaniowe czy centra handlowe. Drogi eleganckie, kilkupasmowe. Bez przerwy udoskonalają sieć kolejową, budując nowe połączenia i remontując stare. To gigantyczne inwestycje, wymagające wielkich przygotowań i wielkich planów. Wszystko to kosztem ludzi i środowiska naturalnego. 

Urumczi

Przy tak szybkim skoku na przód, nie wszyscy mieszańcy Państwa Środka nadążają za zmianami. W środkach transportu publicznego czy na ulicy można spotkać plakaty i filmiki instruktażowe. Co wolno, a czego nie, jak się właściwie zachować. W szybkim pociągu całą drogę emitowali filmiki o tym jak korzystać z toalety i ostrzeżenie o zakazie palenia. Jeśli zapalisz papierosa, włączy się alarm, pociąg się zatrzyma, a ciebie aresztują (i wyślą do obozu pracy zapewne). 

Przewodnik Lonley Planet w rozdziale „Pierwszy raz w Chinach”, zaznacza, żeby podróży do Chin nie traktować jak wakacji, ale jak przygodę. Coś w tym jest. Ja w Chinach byłam i wiedziałam czego się spodziewać. Po podróży przez Azję Centralną, uodporniłam się na wiele rzeczy. Ale na Chiny uodpornić się nie da. Moja biedna siostra doznała szoku. Szokowała ją ilość aut i skuterów, styl jazdy (ciągle trąbią), chaos i ludzie. Miała przedsmak w samolocie, bo za nią usadowiła się charkająca pani. I mimo moich ostrzeżeń, że jest inaczej, nie potrafiła tego „inaczej” sobie wyobrazić. Ja nadal nie wiem czy lubię Chiny czy nie. Raczej zwracam się w stronę nie-lubienia chińskiej nacji. Za ich hałaśliwość, pokrzykiwania, przepychanie się w kolejkach (nawet jeśli nie muszą) i za charkanie. 

Dużo jest pięknych i ciekawych miejsc w tym kraju, niestety zostaną niedługo wszystkie zabetonowane i wyasfaltowane. Ustawi się znaki (zakazu oczywiście) i będzie turystycznie. 
Zakazy i nakazy to kolejna rzucająca się w Chinach rzecz. Jeśli czegoś nie zabronią Chińczykowi, to on to na pewno zrobi. Dlatego w metrze, na dworcach czy w parkach jest mnóstwo zakazów. Nie wolno wnosić broni (to chyba informacja dla Amerykanów), rozpalać ognia i siadać. 


Teoretycznie nie wolno też śmiecić. Ale tam gdzie Chińczyk usiądzie, tam zostawi wokoło swoje śmieci. Zostaną one posprzątane (mniej lub bardziej dokładnie) przez innego Chińczyka. Na dworcach pracownicy kolei pilnują porządku i próbują opanować napierający tłum. Przecież większość miejsc jest numerowana. Jednak na próżno. Wszyscy się pchają, ze swoimi nieśmiertelnymi kartonami, workami i wiadrami.

W podróży można zaobserwować ciekawe rzeczy. Zwróciłam uwagę na różnicę pokoleniową i klasową. Chińczycy 50+ są okropnie hałaśliwi, bez przerwy jazgoczą i krążą po pociągu. Młode pokolenie siedzi cichutko na swoim miejscu, wpatrzone w ekran smartfona. Tak samo można zaobserwować różnice między mieszkańcami dużych miast a mieszkańcami wsi. W Polsce wszyscy ludzie ubrani są podobnie i zachowują się podobnie, czy to ze wsi czy z miasta. W Chinach te dysproporcje są bardzo duże. Chińczyk miejski jest ubrany nowocześnie i „zachodnio”. Ten wiejski ubrany jest często w tradycyjne stroje i niewspółmiernie więcej hałasuje.
Podróż z Chińczykami może wykończyć psychicznie. W hard seaterze (pociąg z miejscami siedzącymi), nie usiedzą na miejscu. Krążą w te i z powrotem z nieśmiertelnymi termosami z herbatą. Mimo, że sami zastawiają przejście swoimi bagażami, to posyłają wrogie spojrzenie, gdy wyciągniesz swoje długie nogi i blokujesz przejście po święty wrzątek. 
Trzeba mieć dużo cierpliwości i dystansu do otaczającego świata, żeby bez uszczerbku na zdrowiu psychicznym przetrwać przygodę jaką serwują nam Chiny.