niedziela, 21 lutego 2016

Blubry #1: Chiny
21.2.16

Blubry #1: Chiny

Ruszamy z nową rubryką, w której przypominać będziemy, często dość ironiczne, notki publikowane przez Bartka na facebook'u. Blubry, w gwarze poznańskiej: pierdoły, brednie, bzdury. 
Na początek Chiny:

5 listopada 2015
Zaledwie tydzień i jesteśmy jakieś 4500km dalej. To więcej niż pokonywaliśmy na motocyklach w miesiąc. Z Kashgaru do Urumqi, potem trochę przez przypadek Lanzhou, aż w końcu Chengdu, gdzie czekamy na gościa z Polski. Dzięki kolei podróżowanie po Chinach jest banalnie proste. No może dopóki nie masz ze sobą Victorinoxa, za posiadanie którego możesz być podejrzewany o chęć dokonania zbrodni na ludzkości (sic!).
Chiny imponują, tak jak imponowały. W Chengdu „wylądowałem” (BB) w 2008 r. Bo pandy, wielki budda w Leshan, no i Emei Shan. Dalszego Syczuanu nie widziałem. Wtedy, świeżo po katastrofalnym trzęsieniu ziemi, i tak się nie dało. Choć, z ograniczonym budżetem, najbardziej opłacało się przemieszczać taksówką. Nic dziwnego, skoro yuan wart był połowę tego, co aktualnie. Teraz w Chengdu jest metro. Co prawda jedynie dwie linie (Pekin – 21, Shanghai – 16), ale łącznie o długości 70km. Powstało w 5 lat. Metrem dotrzesz do Hi Tech Zone, Financial City czy Innovation Park.
W tym roku średnie wynagrodzenie w chińskich miastach przerosło to w Polsce. Życie toczy się pomiędzy stylizowaną na zachodnią, piekarnią, do której wpadasz rano już z kubkiem americano za 4 EUR (ze Starbunia oczywiście), „mordorem”, a centrum handlowym, w którym dominują luksusowe marki, których nie uświadczysz w Polsce. Na ulicy same nowe Audi, BMW i Mercedesy, czasami przemknie jakiś lokalny wynalazek, ale nawet nie zwrócisz na niego uwagi, bo stylistycznie i jakościowo nie odróżnia się już od europejskiej konkurencji.
Epoka „made in China” w dotychczasowym rozumieniu się skończyła. Na dobre.