czwartek, 17 grudnia 2015

Azja Centralna taka piękna – pięć powodów, dla których warto tam pojechać
17.12.15

Azja Centralna taka piękna – pięć powodów, dla których warto tam pojechać

Kiedy zaczęliśmy myśleć o podróży dookoła świata, oczyma wyobraźni widziałam siebie na jakiejś małej rajskiej plaży w Tajlandii. Gdzie będę się relaksować pod palmą z drinkiem w ręce i patrzeć na zmieniające się kolory oceanu. Uważałam, że najlepiej będzie kupić bilet w jedna stronę i od tej części świata zacząć naszą podróż. Przecież wszyscy tak robią. Bartek miał zgoła odmienne zdanie, i trochę czasu spędziliśmy dyskutując na ten temat. Może spróbujemy inaczej, na przykład przez Rosję? Ale problem sam się rozwiązał, wymyśliłam podróż na motocyklach i o trasie trzeba było zacząć myśleć od nowa. Trasa zrealizowana oczywiście różniła się od tej zaplanowanej. Z wizami nie jest łatwo w tamtej części świata, a że chcieliśmy uniknąć większych stresów, zrezygnowaliśmy z Azerbejdżanu, a co za tym idzie – z Turkmenistanu. Szczegóły znajdziecie w tym wpisie Każdy medal ma dwa kije. I po wielu tygodniach dotarliśmy do Azji Centralnej. Trochę nieświadomie podążaliśmy Jedwabnym Szlakiem. Turcja, Gruzja, Rosja, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan, Tadżykistan i tak dalej.
Teraz gdy jesteśmy w Azji Południowo – Wschodniej, dopadła mnie nostalgia za tymi miejscami i pokusiłam się o mały rozrachunek z Azją Centralną.

Czy warto tam jechać? Oczywiście. A dlaczego? Bo jest przepięknie. Chociaż to jedno słowo bardzo miernie oddaje cały urok i klimat Azji Centralnej.

Po pierwsze Kazachstan. Doświadczyliśmy go niewiele. Droga od granicy z Rosją do Atyrau była dla mnie niezbyt przyjemna. Choć teraz, z perspektywy czasu uważam, że aż tak źle nie było. Droga dziurawa niczym sito i silny boczny wiatr dały mi się wtedy we znaki. Do tego nocna podróż do Atyrau, wymijanie ciężarówek i bliskie spotkanie z krową. Na stepie robi się ciemno od razu i całkowicie, tak wiecie „choć oko wykol”. Nie widzę zbyt dobrze po ciemku (tak metr przed przednie koło), a to nie pomaga w jeździe nocą.


Gdybyśmy więcej czasu spędzili w Kazachstanie, być może bardziej polubiłabym ten kraj. Jednak mimo wszystko wspominam go z sympatią. Wiadomo, człowiek wypiera z pamięci złe wspomnienia i w głowie zostają tylko te dobre. Jazda przez step, gdzie co jakiś czas mijasz cmentarze i stada wielbłądów jest jednak całkiem fajna. Jedyne na co musisz uważać to dziury w jezdni lub jej niespodziewany brak (jezdni).




Poczucie otwartej przestrzeni, które daje jazda przez Kazachstan, jest nie do zastąpienia. Wychowani w miastach, miasteczkach i wsiach jeździmy do pracy autem czy komunikacją zbiorową i nasze widzenie jest zawsze ograniczone, nigdy w Polsce nie spotkałam się z takim uczuciem przestrzeni. Takiej w której po horyzont jest płasko i widać tylko piach i pojedyncze krzaczki, z rzadka minie cię jakiś samochód lub ciężarówka. I kierowca wydaje się równie zdziwiony Twoją obecnością, co ty sam. Jest gorąco, piasek wciska się do kasku, chce się pić, ale i tak jest rewelacyjnie.

Po drugie :
Uzbekistan jest trochę dziwny. Drogi, którymi przyszło nam jechać były zaskakująco dobre. Irytowały jedynie ciągłe kontrole drogowe i głupie pytania policjantów (turyści? Nie kurde, szpiedzy).



Jest to pomieszanie islamu z dyktaturą i wychodzi z tego dziwna mieszanka. Zabytki są wypucowane, trawniki przystrzyżone równiutko, aż chce się szukać rysy na tym idealnym obrazku. Ale jak już się jest w okolicy, to żal nie zahaczyć o ten kraj kontrastów.

Po trzecie :
I potem wjechaliśmy do Kirgistanu, kraju który uważam jak na razie za najpiękniejszy na świecie. Ponad 90% powierzchni Kirgistanu to góry, połowa kraju leży na wysokości ponad 2500 m n.p.m. Mówi samo za siebie. Widoki zapierające dech w piersiach, taka środkowoazjatycka Szwajcaria. Raz trzeba wspinać się na przełęcze po 3000 m n.p.m, innym razem jedzie się wzdłuż rzeki lub w niewielkiej dolinie. Naokoło tylko góry, owce i konie.



Kirgistan jest dobry dla wszystkich, dla początkujących motocyklistów i dla wytrawnych wyjadaczy. Można pojeździć po asfalcie albo wybrać się na lekki offroad, o hardkorowych offach też słyszeliśmy. Można przejechać Kirgistan nie wjeżdżając na asfalt, ale to wersja dla twardych zawodników. Nam nie udało się odwiedzić wszystkich topowych miejsc. Ale zaliczyliśmy kilka fajnych miejscówek.





Jedno z nich zapadnie mi w pamięci chyba na całe życie i będę wnukom opowiadać, jak to babcia wjechała nad Song Kul. Spektakularne miejsce, zachwyca nietkniętą przez człowieka przyrodą. Jezioro otoczone jest zamszowymi pagórkami, nad którymi wznoszą się ośnieżone szczyty. I tu praz kolejny atakuje nas przestrzeń, ale inna niż w Kazachstanie. Przesycona jest majestatem, spokojem, 100% przyrody. Obecność człowieka jest widoczna minimalnie, jurty są widoczne z daleka, ale wtapiają się w otoczenie stanowiąc spójną część krajobrazu.

Po czwarte:
Jest jeszcze Tadżykistan i jego magiczny Pamir. Jeśli tam nie byłeś, nie wiesz co to znaczy ciężkie życie. Dostęp do podstawowych dóbr i jakże dla na oczywistych, jest tam bardzo utrudniony. Prąd i bieżąca woda są w dość ograniczonym zakresie.



Przyroda nie ułatwia. Każdy metr ziemi pod uprawę jest wręcz wydarty z rąk Matki Natury, zwierzęta wyjadają niewidoczną trawę. I oczywiście przyroda. Góry są oszałamiające, w końcu to dach świata.



Surowy krajobraz, brak roślin, idealnie błękitne niebo i kurz. To rzeczy, które najbardziej zapadły mi w pamięć. W takich miejscach jak to, człowiek zdaje sobie sprawę jak bezradny jest w obliczu natury.

I po piąte:
Jadąc przez Azję Centralną spotkaliśmy mnóstwo zakręconych ludzi na swojej drodze. Nie mam na myśli miejscowych, ale ludzi którzy tak jak my realizują swoje marzenia i odbywają różne szalone podróże. Motocykliści: para Niemców na BMW, Włóczylinki, Afrą na Pamir. Czy rowerzyści : Hubert z Kierunek Wschód, różnorakie pary ze Szwajcarii czy Niemiec lub szalony Francuz (roboczo nazywany Talibanem).
Nikt się nie lansuje, wszyscy mają wypłowiałe ciuchy i ogorzałe od słońca twarze, często wyglądają jak bezdomni. Pokonują na rowerach czy motocyklach olbrzymie odległości, zapuszczają się w mało cywilizowane miejsca i dzielą cennymi informacjami. To dzięki nim droga jest ciekawa, masz towarzystwo w niedoli i wiesz, że oni też się męczą. Widzisz, że nie tylko ty jesteś dziwny i lubisz podróżować. Słyszeliśmy o człowieku, który objeżdża świat na jednokołowym (!!!) rowerze. Słuchając ich opowieści zaczynasz się zastanawiać, czy nie jesteś mięczakiem (Pamir na rowerze-no szaleństwo).

Warto jest znać rosyjski. Pozwala to szybciej załatwić wiele spraw (np nadanie motocykla pociągiem w Kazachstanie), znaleźć nocleg czy uciąć sobie zwykłą pogawędkę z miejscowymi. Człowiek nie czuje się wyobcowany, rozumie otaczające go napisy. Bardzo dobrze odnajdywaliśmy się w tamtejszej codzienności i rozumieliśmy mentalność (homo sovieticus? ;))

Najwygodniej jest mieć swój środek transportu, można dotrzeć w ciekawe miejsca, daje dużo swobody, zatrzymujesz się gdzie chcesz, śpisz gdzie chcesz. Pozwala też sprawnie pokonać duże odległości np. w Kazachstanie (który, ku naszemu zaskoczeniu okazał się ogromny). Warto zaopatrzyć się w informacje wizowe i sprawdzić, które przejścia graniczne są dostępne dla obcokrajowców (nie zawsze jest to takie oczywiste, o czym sami się przekonaliśmy na granicy kazachsko – uzbeckiej). Sprawdzić, jakie dokumenty potrzebują nasze sprzęty by można było swobodnie przekraczać granice. Jakie szczepionki są zalecane, jaki sprzęt warto ze sobą zabrać. Nie należy przy tym popadać w paranoję, ponieważ są to tak naprawdę całkiem cywilizowane kraje (wbrew temu co niektórzy sądzą) i jeśli nie szukasz na środku stepu francuskiego sera i wina z 1890 roku, to większość potrzebnych do przeżycia rzeczy jest dostępna w dużych miastach.

Azja Centralna chwyta za serce, odbiera oddech i nie pozwala o sobie zapomnieć. Jest fantastycznym miejscem na dłuższą lub krótszą podróż. Banałem będzie stwierdzenie, że wrócę tam jeszcze kiedyś i to na pewno na motocyklu.
Tipy:
Wszystkie potrzebne wizy : Tadżykistan (tę najbardziej opłaca się wyrabiać w Biszkeku - nie zapomnijcie o pozwoleniu na GBAO), Uzbekistan i Kazachstan można wyrobić w Polsce.
Kirgistan: wizy nie potrzebujemy. Można dolecieć z Pragi Pegasus Airlines w dobrej cenie. W Biszkeku można wynająć motocykl lub samochód terenowy, my skorzystaliśmy z IronHorseNomads.
Kazachstan: noclegi w Kazachstanie są drogie, jeśli planujecie kilkudniowy pobyt w jakimś mieście, warto wynająć mieszkanie. Jeśli chcecie uniknąć gibania na motocyklach przez cały kraj, jest na to sposób. Pisze o tym Bartek tutaj Motorcycle shipping.
Uzbekistan: paliwo w Uzbekistanie jest trudno dostępne, dobrze mieć ze sobą kanistry lub po prostu duży bak. Bankomaty nie działają, gotówki nie wymieniajcie w banku tylko u cinkciarzy w hotelu lub na bazarze (najlepszy kurs).
Tadżykistan: Pamir Highway - we wrześniu i październiku jest w nocy zimno, weźcie ciepłe gacie. Celnicy na granicy kasują dużo opłat (czasowy import pojazdu, inspekcja sanitarna i łapówka). Bankomaty są tylko w Khorogu, najlepiej mieć ze sobą dolary.